Prucie czyli recykling pełną … włóczką

                                      Już drugi sezon nie była noszona. Staruszka taka …. chusta
                                           Dostałam ją jakieś 15 lat temu od mojej Teściowej.
                                               Wyrzucić ?- nieeeeeeeeeee
                                               Spruć? – dlaczego nieeeeeeeee…. 😉
                                         Zwłaszcza ,że powstaną z niej …. skarpetki !

Przed

W trakcie

Po

Prucie to czynność , której moje dzieci nie znały.
Zaciekawiła, zwłaszcza Manię ,biegająca wełna w tę i wewtę 😉
Staś zaangażował się w zwijanie motka. Leży w łóżku biedaczek i próbuje wykaraskać się ze spotania z wirusem( chodził do szkoły zaledwie tydzień po ostatniej chorobie) ale już nie piszę o chorowaniu ….

Jesteśmy  jutro  umówieni na prucie dwóch kamizelek , dla każdego dziecka po jednym obiekcie do prucia….
Te wszystkie przygotowania wełnowo – recyklingowe to  do spotania  z Babcią Józią – pamietacie? KLIK

Nie udało mi się przerobić ani jednego oczka u boku Babci , bo te choróbska dzieci cały czas nasze plany krzyżowały.

Pamiętam z dzieciństwa , zwłasza zimą , jak mama albo babcia skutecznie pruły i przerabiały na sweterki dla nas i szaliczki i skarpeciaki…. Kiedyś służyłam jako stojak na wełkę kupowaną w takich, nawet nie wiem jak to nazwać. Zakładało się to – jeden koniec na jeden nadgarstek  i drugi koniec na drugi nadgarstek i się trzymało ….. 
a mama zwijała tę wełnę w  zgrabny motek.
Przypomniało mi się, że chodząc do podstawówki, zwijałyśmy tak wełnę nauczycielkom….  którą przynosiły z domu ( to chyba wyzysk był ;-D ) 


Oczywiście tak nawijając sobie tę wełnę wpadło mi do głowy kilka zabaw…..

Staś zapytał czemu prujemy chustkę , którą Babcia zrobiła. Powiedziałam , że niestety zniszczyła się i leżała w szafie. A rzeczy przeznaczone do noszenia nie lubią być schowane w szafie. Wyrzucić nie ,,w naszym stylu” ale wykorzystać na zrobienie skarpetek dla kogoś z naszej rodzinki jak najbardziej .
Staś zaproponował aby te skarpetki zrobić dla Babci Anielki ( czyli mojej Teściowej)….  Kurczę wielka odpowiedzialność moje pierwsze skarpetki dla Teściowej…………. Dam radę . Na pewno dam !

Ten post ma jeden komentarz

  1. No patrz jak sie zgrałyśmy, tydzień temu spruliśmy za mały sweterek, młodszy pomagał, gdy czekaliśmy w aucie na wyjście starszaka z przedszkola. Jedziemy zwykle za wcześnie, bo obowiazkowo musimy oglądać przejeżdżające niedaleko pociągi;) i właśnie wczoraj skonczyłam szydełkować takie ocieplacze na nadgarstki.
    Nasza babcia też nas obdarowuje takimi skarpetkami, najlepsze skarpety na świecie. A odopwiedzialność wielka, skarpety dla teściowej…trzymam kciuki 😉 a to z tymi nauczycielkami… Jak nic wyzysk… Powodzenia!

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.