O postanowieniach noworocznych i zębowe przygody z lat 80-tych.


   Widziałam się ostatnio ze znajomymi , którzy są aktualnie na
etapie kursu na kierowników kolonii i zimowisk. Tak sobie rozmawialiśmy o tych
wszystkich ważnych sprawach, o odpowiedzialności. Sama mam taki kurs. I gdy go
zrobiłam kilkanaście lat temu , to ani razu nie pojechałam na kolonię ani
zimowisko jako opiekun ,a co dopiero kierownik. O nie! powiedziałam sobie.
Musiałbym spaść na głowę….. z wysoka.


Pewna historia kolonijna jest moja zmorą……


Było to bardzo, bardzo dawno temu za rzeką i kilka długich godzin na północ od
domu.


Wakacje takie jak to w latach 80. Kolonia zakładowa. 3 tygodnie. W ostatnim
zaczął boleć mnie ząb…… Jedynka lewa. Od
 higienistki dostałam jakąś tabletkę. Przestało
ale potem znowu zaczęło boleć . Tak jedna noc i druga w bólu. Po tej drugiej nocy
obudziłam się ze spuchniętą wargą.


Wyglądałam jak ząąąbi ;-))))
 

Zawieziono mnie do jakiegoś dentysty . Rozwiercił mi zdrowego zęba- Przestanie
boleć powiedział. Zapakowano mnie do auta i z powrotem do ośrodka. Kolejna noc
z bólem.

Dwa dni do powrotu do domu. Wszyscy pomału się pakują . Ja
wyję z bólu..

Przypominam tylko, że my w domu telefonu nie mieliśmy(na
telefon stacjonarny czekaliśmy kilkanaście lat). Ale w pracy owszem telefon
był. Nikt
 jednak nie zadzwonił do moich
rodziców, nie poinformował, co się dzieje.


 Ostatni dzień , ja dalej wyje . Wszyscy
się pakują , mój plecak zapakował młodszy brat, który razem ze mną był na tej
kolonii.


Dzieci do autokaru, a ja do szpitala…….. Tak, kierownik zawiózł mnie do
szpitala w Toruniu. Na izbie stwierdzono, że zostaję . No i zostałam. Sama . Bo
kierownik nie mógł ze mną zostać.


O tym jaki zabieg miałam wykonywany i w jakich warunkach
  nie będę pisać.

Wyobrażacie sobie taką sytuację ? Moi rodzice czekają na dzieci wracające po
trzech tygodniach z kolonii. Z autokaru wysiada tylko mój brat.


Córka została
  Toruniu- w szpitalu-
usłyszała mama.


No i tak byłam w tym szpitalu tydzień. Przyjechali rodzice. Po zabiegu wszystko
musiało się goić…. Trzeba leżeć. Przewiezienie dziecka do Wrocławia niemożliwe!


Kolonie się zwijały , ekipa z zakładu mamy pracy ,porządkowała ośrodek .
Zapadła decyzja ,że rodzice wracają, a ja zostaję i wrócę z ekipą autokarem za
trzy dni.


 I tak się stało przyjechali po mnie . Jechałam
sama tym autokarem, nikogo nie znając ale pamiętam że bardzo chciałam spać żeby
się już obudzić w domu.


Po powrocie seria wizyt u lekarzy. Masakra. Ząb nie do odbudowania.


Zdrowy korzeń- na szczęście usłyszała mama. Musimy się zastanowić co z tym
zrobić.


Prześwietlenia, studenci. Okaz ze mnie był ze hej!


Taka młoda dziewczynka ,ładna i taki ząb!!!!


Decyzja była – korona z takim mocnym, metalowym wkrętem ,żeby wystarczyło na
całe życie . Żeby już nie musiała się męczyć- powiedziała z uśmiechem pani
dentystka. No i się zaczęło …..


Zrobiono mi tę koronę. Dopasowano kolor.


I rzeczywiście na całe długie lata. Taki implant z lat 80 😉

      Razem z tą
gniotsa-niełamiotsa koroną dostałam wówczas ogromny strach przed dentystą.
Trauma wielka na całe życie.


Jak sobie pomyślę o tym, że byłam w tej całej sytuacji sama. Nikt nie pomyślał
co może się stać ze mną w przyszłości. Jaka będzie moja postawa do wizyt w
gabinecie. Kogo to obchodziło.


Do tej pory tak jest ,że idąc do dentysty w głowie szybko przelatuje mi ta
historia.


    Tylko teraz czas z tym  coś zrobić. Szukałam informacji o implantach i
koronach i znalazłam tę stronę
http://www.tourmedica.pl/kliniki/implanty-zebowe/
Swoją drogą nie są one już tak drogie , jak
kilka lat temu.


Moje postanowienie noworoczne z 2014 roku się realizuje cały czas. Spotykam się
z dentystką , rozmawiamy i naprawiamy to co przez lata się nie naprawiało.


 Gdyby ta sytuacja zadziała się dziś (ta z kolonii)
 Po pierwsze, pewnie przyjechałaby jakaś telewizja (bo kto zostawia dziecko samo
w szpitalu nie powiadamiając rodziców), odpowiedzialność , pozwolenia, …..
zakład pracy, dyskusje, prawa dziecka, kierownik zawieszony…..
No ale lata 80
miały swoje prawa ;-(

Pani Karolino, lubię do Pani przychodzić i siadać na tym
pięknym zielonym fotelu.


















Ten post ma 5 komentarzy

  1. o reeeeeeeeety! Współczuję. A na kolonie jeździłaś potem? Ja to by się nie odważyła. Kiedyś to były czasy 🙂 Kosmos! A myśmy je przeżyli i na ludzi wyszli.

  2. Nie, już nie pojechałam. I po tych przygodach przez wiele lat do dentysty też nie zaglądałam ;-(

  3. Ja przeżyłam kontakt z dentystą – sadystą jako dorosła osoba… owo spotkanie zaowocowało traumą, z której nie mogę się otrząsnąć do dziś. Jak słyszę o statystykach, w których piętnuje się Polaków, że nie dbają o zęby, to zawsze się zastanawiam dlaczego nikt nie bada, skąd się to bierze?
    Pozdrawiam 🙂

    1. Zosiu bardzo Cię rozumiem

  4. Brrr…
    Współczuję bólu i samotności.
    A przy okazji: przypomniała mi się książka o Marku Kamińskim (dla dzieci)
    MAREK – CHŁOPIEC, KTÓRY MIAŁ MARZENIA
    gdzie jest podobna historia.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.